O autorze
Julian Jeliński – filo­zo­f, publicysta, tłumacz. Absol­went filo­zo­fii i komu­ni­ka­cji spo­łecz­nej na Uni­wer­sy­te­cie Wro­cław­skim. Współpracował m.in. z Insty­tutem Stu­diów Nad Isla­mem we Wrocławiu, Polskim Stowarzyszeniem Racjonalistów, portalem Racjonalista.pl oraz portalem ListyzNaszegoSadu.pl. Inte­re­suje się zagad­nie­niami filo­zo­fii społeczno-politycznej, toż­sa­mo­ści Afro­ame­ry­ka­nów, wie­lo­kul­tu­ro­wo­ści w ame­ry­kań­skiej filo­zo­fii poli­tycz­nej, filozofii Cornela Westa, kwe­stią spo­łecz­nego wymiaru reli­gii na świe­cie oraz popularyzacją nauki. Tłu­macz arty­ku­łów Sama Har­risa.

Kiedy to się skończy? Afroamerykanin zastrzelony przez policjanta we własnym samochodzie.

Czy można znaleźć wyjaśnienie, gdy rutynowe zatrzymanie auta z zepsutym światłem kończy się zamordowaniem wykonującego polecenia policjanta czarnoskórego mężczyzny? Czy może pozostanie niedającym się usprawiedliwić, okrutnym świadectwem skali problemów, z którymi społeczeństwo amerykańskie nie chce spróbować się zmierzyć.

Na tym blogu nieraz opisywałem tragiczne wydarzenia dotyczące traktowania Afroamerykanów przez policję zarówno na wschodzie Stanów Zjednoczonych, zachodzie czy północy. Opisywałem palący problem, który zrodził ruch społeczny #BlackLivesMatter, doprowadził do masowych protestów w całym kraju i wpłynął nawet na politykę (demokratycznych) kandydatów na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Dramat Sandry Bland, niesłusznie i bezprawnie aresztowanej, co doprowadziło do jej samobójstwa w więzieniu, gdzie była przetrzymywana bez postawienia jej zarzutów; śmierć Erica Garnera krzyczącego „nie mogę oddychać!” gdy dusiło go kilku funkcjonariuszy, powalając wcześniej na ziemię za… próbę rozdzielenia bójki i sprzedawanie papierosów na sztuki; śmierć Johna Crawforda III, zastrzelonego, gdy powoli przechadzał się po Wallmarcie trzymając broń-zabawkę znajdującą się na półkach tego sklepu (a policję wezwali śledzący go po sklepie i oczywiście przerażeni biali); dwunastoletni Tamir Rice zastrzelony w 2 sekundy po wyjściu z samochodu przez policjantów za zabawę w parku pistoletem-zabawką – wyliczanie kolejnych, bolesnych, niesprawiedliwych, nieuzasadnionych, niezrozumiałych tragedii, które dotknęły czarnych ze strony policji w samym roku 2015 zajęłoby kilkadziesiąt stron. W tamtym roku nieuzbrojeni Afroamerykanie ginęli z rąk policji pięć razy częściej niż biali. To zatrważająca statystyka.



Gdybym miał skoncentrować się i opisywać tylko przypadki śmierci czarnych z rąk policji, musiałbym prawie codziennie pisać kolejny artykuł. W tym roku policja w Stanach Zjednoczonych zabiła do tej pory 136 czarnych. To nie znaczy, że mamy do czynienia ze 136 przypadkami morderstw, egzekucji i łamania prawa przez stróżów prawa. Ale nie da się już zaprzeczać istnieniu uprzedzeń (może często nieświadomych) wobec Afroamerykanów. Nie da się zaprzeczać istnieniu spuścizny rasizmu, która wpływa nawet na system sprawiedliwości, policję i media. Nieustanne usprawiedliwianie kolejnych tragedii wymówkami, że "nie słuchali się policji"; "to przypadek", "jeden wypadek o niczym nie świadczy”, "policjant miał prawo bać się o swoje życie", "popatrz jak czarni zabiją się nawzajem w Chicago" po dziesiątkach, setkach tragedii staje się coraz bardziej puste i celowo odwracające uwagę od rażącego problemu przemocy ze strony policji.

Ile wymówek można wyrzucać z siebie nawet po historii, która miała miejsce ledwie kilka dni temu w Falcon Heights w stanie Minnesota? Policja zatrzymała czarnoskórą rodzinę za zepsute światło tylne, niby rutynowa kontrola, a jednak od razu zabrano z tylnego siedzenia 4 letnie dziecko, po czym kierowca, Philando Castile został śmiertelnie postrzelony przez policjanta cztery razy. Castile zachowywał się z szacunkiem wobec policjanta, nie był karany, informował policjanta o tym, co zrobi, poinformował go też o tym, że posiada broń, na co ma pozwolenie. To nic nie dało. Proszę wyobrazić to sobie: nawet pełna współpraca z policją może doprowadzić do śmierci. Co zatem pozostaje? Modlić się, by policja nie zatrzymała nas? Uciekać zdając sobie sprawę, że ściąga się na siebie wyrok śmierci? Nigdy nie wychodzić z domu? Jakież dewastujące dla psychiki całej społeczności musi być każde kolejne tego typu wydarzenie, o którym dowiadują się zbyt często…Jak w takim świecie budować zaufanie do swojej społeczności? Jak wychowywać dzieci? Jak nie obawiać się każdej interakcji nawet z najmilszym policjantem, gdy w tyle głowy pozostają echa bolesnych, traumatycznych dla całych społeczności wydarzeń?

Te pytania mogą stanowić wyzwanie dla naszej wyobraźni. Ale dla milionów Afroamerykanów to zatrważająca rzeczywistość. Postawcie się na miejscu partnerki Philando Castile’a. Siedzącej obok, obserwującej jak bliski jej sercu mężczyzna zostaje ranny. Jak początkowo nie zdaje sobie sprawy, jak poważne są obrażenia i jest bardziej poirytowana kolejnym przypadkiem absurdalnego strachu policjanta i reakcji w jedyny dla niego znany sposób: oddając szybkie strzały... Jak powoli umiera a ona nie może nic zrobić. I policja nic nie robi. Co więcej – funkcjonariusz dalej mierzy do niej i umierającego z broni, jakby obawiał się, że nawet wykrwawiający się nauczyciel w szkole publicznej jest śmiertelnym zagrożeniem tylko ze względu na kolor swojej skóry. Albo jego partnerka zaraz sięgnie drugi pistolet. Wyciąga ją z auta i zakuwa w kajdanki. Przy jej małej córeczce, która była właśnie świadkiem zabójstwa bliskiej osoby i po chwili pociesza matkę na tylnym siedzeniu samochodu policyjnego. Nikt w tym czasie nie próbuje zatamować krwawienia, nikt nie robi sztucznego oddychania. Wszyscy pasażerowie samochodu są zagrożeniem dla świętego życia policjantów. Zepsute tylne światło. Tyle wystarczyło, by zostać zamordowanym. Zepsute światło w samochodzie.

To tragiczne wydarzenie zostało zarejestrowane na wideo. Partnerka Philando Castile’a włączyła nagrywanie w chwilę po tym, jak padły strzały, jeszcze nie wiedząc, że jej chłopak umiera, nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji. Początkowo bardziej zirytowana, nagrywająca, by mieć potwierdzenie niesprawiedliwości, której właśnie była świadkiem, z czasem dopiero zdająca sobie sprawę, że kochana osoba nigdy nie wróci, że jej dziecko traci oparcie, że w tym wszystkim to ona jest traktowana jako złoczyńca, a nie poszkodowana. Te 10 minut powinno wstrząsnąć każdym z nas. Nie dlatego, że zderzamy się z obrzydliwym, chamskim rasizmem. Dlatego, że uprzedzenia, obawy, złe szkolenie wniknęły już tak głęboko w struktury myślenia części policjantów, że reagują oni automatycznie. Oglądając te 10 minut jesteśmy świadkami tragedii, której nie potrafimy pojąć, podobnie jak do Lavish Reynolds długo nie dociera, co się stało. Różnica pomiędzy naszym szokiem a jej polega na tym, że my jutro możemy o tym filmie zapomnieć. Ale miliony Afroamerykanów mimowolnie tatuują swoją psychiką tymi obrazami, nakręcając spiralę wzajemnego strachu i nieufności korodującej zarówno małe społeczności jak i społeczeństwo amerykańskie. I niestety potrzebny ogrom pracy na wielu poziomach, by za kilkanaście, kilkadziesiąt lat czarni rodzice nie musieli przeprowadzać ze swoimi dziećmi rozmowy ostrzegając przed ludźmi, którzy powinni ich chronić. Tylko czy wreszcie znajdą się w Stanach Zjednoczonych siły, które zmierzą się z tym, gigantycznym problemem?
  • ZOBACZ TAKŻE:
  • USA
Trwa ładowanie komentarzy...