Dramat Sandry Bland

Sandra Bland jechała do Teksasu rozpocząć nową pracę pełna nadziei i optymizmu. Niestety zapomniała, że popełnia zbrodnię prowadzenia auta będąc czarnoskórą. A za tę zbrodnię zbyt często wymierza się najwyższy wymiar kary…

Ilekroć dowiadujemy się o kolejnej czarnoskórej ofierze nadużyć (lub przemocy) ze strony policji w Stanach Zjednoczonych, tylekroć pojawia się argument przypadkowości tego, że ofiara była czarna, a sprawca biały (logika „zbiegu okoliczności”). Niczym refren powtarzane są słowa: „zawsze trafi się jeden zły policjant, to jeszcze nie świadczy o rasizmie, ani o jakimkolwiek problemie policji”. Czasem sytuację się obraca: „Gdyby [tu wstaw nazwisko ofiary] zachowywał się odpowiednio, policjant nie musiałby używać siły”, albo „Czemu koncentrujemy się na przemocy policji, a nie przemocy czarnych wobec czarnych?”.

Niezależnie jednak, co odpowie się na ten refren, ile kolejnych, haniebnych przykładów się przytoczy, o ilu niewinnych ofiarach policji się wspomni, jakimi badaniami wesprze swoje zdanie – te puste, zombie-hasła powtarzane są nieustannie bez specjalnego namysłu, czy choćby pozoru brania pod uwagę faktów. A kolejne miesiące przynoszą nowe ofiary i cykl zaprzeczania może zacząć się od nowa.

To samo dotyczy przypadku Sandry Bland, której tragiczna historia nie przeszkodziła w udawaniu, że nie widzi się rasistowskich fundamentów, na których opiera się gro działań policji w całych Stanach Zjednoczonych. Sandra Bland została (niesłusznie) zatrzymana przez policjanta, który jechał zaraz za nią tak długo, aż ta nie ustąpiła mu drogi, by ją wyprzedził. Wtedy policjant (Brian Encinia) zatrzymał ją za niewłączenie kierunkowskazu przy zmianie pasa. To, co nastąpiło potem, bliższe było interwencji faszystowskich organów ścigania w autorytarnym państwie, niż zachowaniu policjanta mającego chronić i służyć obywatelom (motto policji w USA to „to protect and serve”).

Poniżej wideo z zatrzymania Sandry Bland:

Za brak włączenia kierunkowskazu Brian Encinia najpierw wypisywał Bland mandat, by przejść do grożenia jej, bezprawnego użycia siły, bezpodstawnego aresztowania jej, rzucenia nią o ziemię, przewiezienia na posterunek i doprowadzenia do zatrzymania jej tam na trzy dni. Sandra Bland nie dowiedziała się ZA CO została aresztowana i dlaczego trafiła do więzienia bez możliwości kontaktu z adwokatem (przypomnijmy: za BRAK kierunkowskazu). Po trzech dniach popełniła samobójstwo. Niestety owo tajemnicze samobójstwo jest obecnie kwestionowane w mediach, jako próba ukrycia morderstwa, którego dokonała policja hrabstwa Harris w Teksasie.

Pomimo tego, że nagranie z kamery policyjnego samochodu nie pozostawia żadnych wątpliwości, co do winy oficera Encinii; pomimo tego, że Encinia kłamał raportując przebieg sprawy swojemu przełożonemu, a następnie podczas konferencji prasowej, wyjaśniając zajście, wciąż nie został postawiony w stan oskarżenia, a znajduje się jedynie na przymusowym urlopie. Żaden inny policjant zamieszany w tę sprawę nie został nawet zawieszony i te same osoby, które prawdopodobnie doprowadziły do śmierci Bland obecnie badają, czy w ich zachowaniu znalazły się jakieś nieprawidłowości.

Kłamstwa Briana Encinii:


Co gorsza. Nawet w tej sytuacji, opisywany przeze mnie na początku artykułu cykl pustych, bezmyślnych zombie-haseł został wyrzucony przez (głównie konserwatywne) media. Nawet w tej sytuacji, to Sandra Bland była WINNA tego, że została aresztowana, że została poturbowana, że policjant groził jej porażeniem paralizatorem, że trafiła na posterunek i w konsekwencji popełniła samobójstwo. Fox News zapraszało do programów emerytowanych policjantów oraz „ekspertów” policyjnych, którzy „tłumaczyli”, że Bland nie powinna była nic mówić, być posłuszna oraz, że Encinia mógł się obawiać o swoje życie. Szczytem absurdu był argument, iż Bland mogła policjanta zaatakować zapalonym papierosem ze środka auta i to wystarczyło, jako uzasadnienie wyciągnięcia jej siłą z jej auta i grożenia jej paralizatorem. Papieros w rękach czarnej kobiety nagle stał się zabójczym narzędziem zbrodni, wymierzonym w białych policjantów. Biedni stróże prawa, zagrożeni za każdym razem, gdy muszą stanąć naprzeciw osób o czarnym kolorze skóry…

Nawet, jeżeli utrzyma się policyjna wersja wydarzeń i okaże się, że Sandra Bland rzeczywiście popełniła w więzieniu samobójstwo, Brian Encinia i policja hrabstwa Harris pozostają winni. To zachowanie Encinii, przemoc wobec niewinnej kobiety i bezprawne przetrzymywanie jej w areszcie przez trzy dni (kto wie, do czego podczas tych trzech dni doszło…) były bezpośrednią przyczyną odebrania sobie życia przez Bland. I brak postawienia Encinii (i innych policjantów, którzy dopuścili do tej sytuacji) w stan oskarżenia oraz brak zwolnienia ich z policji utwierdzi Afroamerykanów w UZASADNIONEJ nieufności wobec ludzi, którzy powinni chronić ich praw.

Niestety, nawet dość powszechne potępienie działań Encinii w Stanach Zjednoczonych (nawet Donald Trump był jednym z potępiających) sprowadza się do krytyki jednej osoby, lub dość ogólnego potępienia „przemocy policji”. Temat zmian w prawie jest tematem tabu, nawoływanie do zwolnień i zmian w policji hrabstwa Harris jest praktycznie niesłyszalne, a powszechne, społeczne oburzenie już ustąpiło miejsca ekscytacji pierwszą debatą kandydatów na prezydenta z ramienia partii republikańskiej, która miała miejsce dwa dni temu. Rasizm po raz kolejny jest zbyt niewygodnym tematem dla społeczeństwa amerykańskiego.
Trwa ładowanie komentarzy...