Dwóch pastorów i ich moralny sprzeciw

Ostatnie tygodnie w Stanach Zjednoczonych obfitowały w wydarzenia polaryzujące społeczeństwo amerykańskie. Po raz kolejny powróciły pytania, czy Amerykanie pokonali rasizm oraz czy są „gotowi” na akceptację małżeństw jednopłciowych. W obu pytaniach wybrzmiewał nie tylko aspekt polityczno-prawny, ale i moralny. I dwóch pastorów z Teksasu w podobny, zdawać by się mogło, sposób postanowiło ów moralny aspekt wyeksponować.

Historie Charlesa Moore’a i Ricka Scarborough, dwóch emerytowanych pastorów z Teksasu, wciąż aktywnie działających na rzecz postrzeganego przez siebie „dobra” Stanów Zjednoczonych, obrazują zarówno wagę obu problemów (rasizmu i homopropagandy lub dyskryminacji chrześcijan) jak i etyczne podstawy, na których się opierają. Stąd nie powinno dziwić, że postępowanie obu pastorów okazało się tak różne, choć głoszone moralne oburzenie zdawało się być tak bliźniaczo podobne.

Zacznijmy od Ricka Scarborough, który wielokrotnie wyrażał swój sprzeciw wobec legalizacji małżeństw jednopłciowych. W oczekiwaniu na decyzję Sądu Najwyższego Scarborough najpierw straszył, iż ma przynajmniej 44,500 zwolenników, gotowych, by pójść do więzienia w obronie „tradycyjnego małżeństwa”. Tak, Scarborough zdawał się nieświadomie nawiązywać do postawy obywatelskiego nieposłuszeństwa rozpowszechnionej w Stanach przez Martina Luthera Kinga. King był gotów trafić do więzienia (i faktycznie trafiał) za takie „przestępstwa”, jak siedzenie w barze dla białych, czy też pokojowe śpiewanie religijnych pieśni (czyli zaburzanie porządku). Może zatem Scarborough uważał, że obrona dyskryminacji i zakazów czyniła jego postawę równie moralnie uzasadnioną?

To jednak nie koniec. Jego zdaniem przywódcy religijni powinni stawić czoło tym, próbującym wprowadzić w życie nowe prawo i postawić swoje życie na szali, prosząc, by najpierw ich zastrzelono (zanim para jednopłciowa wzięłaby ślub). To chyba oznaczałoby wcześniejsze wyszukiwanie i śledzenie homoseksualnych par, by moc zagrodzić im drogę własną piersią i nie odpuścić do „narzucania” swojej orientacji innym, ale widać, poświęceniu dla sprawy nie może być końca.

Najważniejsze deklaracje pastora padły, gdy powiedział: „nie ugniemy się i spłoniemy.” Powszechnie odebrano to, jako deklaracje podpalenia się w imię sprzeciwu. Sprawa obiegła portale, zarówno konserwatywne, jak i postępowe, stała się głośnym „newsem”. Scarborough słów swoich nie odwołał, nie dementował, ani nie poprawiał nawet skrajnie chrześcijańskich mediów (które przecie z pewnością były jedynymi zasługującymi na poznanie prawdy). Do czasu. Gdy Sad Najwyższy ogłosił decyzje legalizując małżeństwa jednopłciowe w całych Stanach Zjednoczonych, na próżno było szukać pastora stojącego przed tymi wyimaginowanymi wrogami, krzyczącego „zastrzelcie mnie”, na próżno było szukać wzmianki o podpaleniu się w informacjach.

Dopiero teraz nadszedł czas na nagłe „sprostowanie” i „wyjaśnienie”, iż Scarborough nigdy nie sugerował, że się sam podpali, tylko odwoływał się do Biblii i historii Sydracha, Misacha i Abdenago, którzy wybrali śmierć w płomieniach, gdy Nabuchodonozor nakazał im oddać pokłony innym bogom. Jego zdanie było zatem tylko metaforą, a wezwanie odwołaniem do klasycznych tekstów. Cóż, widać moralne oburzenie było równie metaforyczne, jak język, którego pastor używał. Pewnie równie metaforyczne było jego nawoływanie do zrzucenia bomby nuklearnej na Stany Zjednoczone jako kary za mianowanie ambasadorów, którzy byli homoseksualistami...

Dla Scarborough najwyraźniej ważniejszy był rozgłos, ale nasza historia dotyczy przecież dwóch duchownych. Czemu zatem historia Moore’a miałaby być podobna do Scarborough? Moore, prawie 80 letni emerytowany pastor nie sugerował i nie nawoływał, by inni duchowni dali się zastrzelić, nie ogłosił, że podda się płomieniom, jeżeli rasizm nie zniknie. Nie wykorzystał idącej za kontrowersyjnym hasłem popularności, by w odpowiednim momencie użyć retorycznej sztuczki i wyłgać się ze swych deklaracji. Nie. Charles Moore naprawdę podpalił się na parkingu przed centrum handlowym i, choć przechodnie od razu ruszyli mu z pomocą, próbując go ugasić, zmarł po kilku dniach w szpitalu. Jego moralna niezgodna na dyskryminację, z którą stykał się każdego dnia popchnęła go do najbardziej drastycznego z protestów…

Pastor Moore protestował przeciwko niesprawiedliwości, dyskryminacji, homofobii od lat. I, w przeciwieństwie od pastora Scarborough zaczynał zawsze od siebie. Jeszcze w latach 90. Prowadził dwutygodniowy strajk głodowy, by przekonać Zjednoczony Kościół Metodystów do zmiany ich sposobu wypowiadania się na temat homoseksualistów. Pomagał najbiedniejszym w slumsach w Indiach, Afryce i na Bliskim Wschodzie. Protestował ponad 100 razy przed budynkiem gubernatora Teksasu przeciwko wykonywaniu kary śmierci. Czyny były ważniejsze niż słowa.

Jego decyzja o podpaleniu się w imię protestu nie była impulsywna, ani nieprzemyślana. W notatkach, które pozostawił wyraził esencję moralnej niezgody na zastany świat: „Wolałbym żyć dalej i radować się życiem z ukochaną żoną, wnukami i innymi, ale doszedłem do przekonania, że jedynie dokonanie samospalenia zwróci czyjąkolwiek uwagę i może zainspiruje kogoś do wyższej służby.”

Wciąż mam złamane przez to [rasizm – przyp. J.J.] serce, a przecież niedługo będę miał osiemdziesiąt lat. (…) Ameryka (i Grand Salin w szczególności) nigdy nie odpokutowały za okrucieństwa niewolnictwa i spuściznę po nim. Memu miastu potrzeba, by otworzyło serce i bramy na czarnych, jako znak odrzucenia grzechów przeszłości. (…) Dlatego, choć w tak zaawansowanym wieku, zdecydowałem się (…) oddać me ciało płomieniom, z miłością w sercu nie tylko dla nich [dyskryminowanych – przyp. J.J.], ale i dla odpowiedzialnych za te okrucieństwa.

Cóż takiego pokazują nam te dwie postawy? Radykalny wybór pastora Moore’a wynikał z głębokiego bólu, którego nie potrafił w sobie zagłuszyć. Bólu wynikającego z empatii i świadomości prawdziwych cierpień, upokorzeń i dyskryminacji, która dotyka czarnych i homoseksualistów w Stanach Zjednoczonych. Prawdziwe prześladowanie do prawdziwego bólu prowadzi, a po latach walki może i do tak skrajnego czynu popchnąć. Tym jaskrawiej odróżnia się postawa Scarborough i zasadność podstaw jego „moralnego oburzenia”. Tak jak nieprawdziwe były jego zapowiedzi i miały jedynie wywołać szok i zwiększyć popularność tych skrajnych postaw, tak też nieprawdziwe są cierpienia prześladowanych chrześcijan w Stanach Zjednoczonych. Nic dziwnego zatem, że Scarborough nigdy nie myślał o poświęceniu się, by rzucić światło na problem dyskryminacji chrześcijan, ponieważ nawet najjaśniejsze reflektory nie ukazałyby niczego poza wiecznym pragnieniem narzucania swoich uprzedzeń wszystkim wokół…
Trwa ładowanie komentarzy...